Lustracja kroczy coraz śmielej

Festiwal trwa. W obliczu niedawnego zdecydowanego sprzeciwu znacznej części środowiska akademickiego wobec lustracji na uczelniach, należało się spodziewać, że agenci IV RP zaczną konsekwentnie wyłupywać opozycjonistów. No a jak zaczynać, to z grubej rury. Agentem tygodnia został teraz prof. Jan Miodek – najbardziej chyba znany polski językoznawca. Co znamienne – procedura lustracyjna staje się coraz efektywniejsza. Od niedawna celem potwierdzenia czyjejś agenturalnej przeszłości nie potrzebujemy już sądów, teraz nie potrzeba już nawet żadnych teczek :]. Prace postępują zatem w duchu znanej wszem i wobec tezy przywódców PiS, że brak dowodów jest dowodem ostatecznym. Otóż bowiem wrocławski IPN ustami swego szefa sam stwierdza, iż:

nie ma żadnych dokumentów potwierdzających, że prof. Miodek współpracował z tajnymi służbami PRL, ale mogą być w zbiorze zastrzeżonym w Warszawie.

Pomijając wszystkie bluzgi, które same cisną mi się teraz na usta – uderzę z innej beczki: ciekawi mnie jedna rzecz – kto pierwszy wytoczy państwu polskiemu proces przez jakimś międzynarodowym trybunałem? Otóż mamy bowiem sytuację, w której aparat państwowy szczuje i szykanuje swoich obywateli za to, że… współpracowali z tymże aparatem, tyle że kilkadziesiąt lat wcześniej. Przecież tym ludziom nie zarzuca się morderstw, pobić czy nawet pospolitego złodziejstwa! Im zarzuca się jedynie to, że udzielali informacji swojemu, bądź co bądź, legalnemu i uznawanemu przez inne państwa rządowi! To, czy było to moralne, czy nie – to inna kwestia. Prawo jednak nie jest od oceniania moralności (póki co). Jakby nie było – będę gorąco kibicował pierwszemu odważnemu – bo wygraną wg mnie ma w kieszeni.

Dodaj komentarz