Miałem wczoraj mieć leczonego ostatniego już (z całkiem niekrótkiej listy) zęba. Poszedłem zatem do mojej dentystki. Rzecz jasna prywatnie – inna służba zdrowia w Polsce praktycznie nie funkcjonuje, jak wiadomo. Tyle tylko, że w Polsce jest jeszcze kilka innych służb i sektorów gospodarki, które nie funkcjonują tak, jakby się chciało. Należy do nich energetyka. A zatem z braku prądu – zabieg nie doszedł do skutku. Mieszkam w Polsce już jakiś czas, więc nawet mnie to bardzo nie zdenerwowało. Przełożyłem wizytę i tyle. No – ale nie o tym, nie o tym, nie o tym… Otóż wracam sobie z rzeczonego nieodbytego zabiegu do domu. A że pora była całkiem wcześnie popołudniowa, wszędzie dookoła licealiści, gimnazjaliści i inni -iści wracali do domów. Wśród nich moją uwagę przykuła idąca przede mną może piętnastoletnia dziewczyna. A właściwie nie tyle ona mnie zainteresowała, ile jej plecak. Miała na nim bowiem naszywkę… czego? Czego?! KULTU! Nie Britney, nie Justina, nie jakiegoś innego pop-hip-hop-badziewia rodem z Vivy! HA! A zatem jest jeszcze nadzieja w młodym pokoleniu