Kosmiczny kabareton

Przyznaję, nie dałem rady obejrzeć w ten weekend kabaretonu do końca. Po żenującym, pretensjonalnym występie Stefana Friedmana, który najwyraźniej na zlecenie reżysera imprezy starał się za wszelką cenę udowodnić, że niedawne pogłoski są wyssane z palca — powiedziałem sam sobie „pas”. Jak sięgam pamięcią, nie byłem świadkiem tak obrzydliwego przykładu parodii autoironii władzy. Najlepiej chyba sytuację w mediach publicznych za IV RP scharakteryzował jeden z moich ulubionych artystów kabaretowych, Krzysztof Daukszewicz, w wywiadzie dla Gazety Pomorskiej:

[GP]Nie będzie pana w tym roku w Opolu z przyczyn politycznych? [KD] – Nie wystąpię z powodów bardziej prozaicznych – organizatorzy za późno się odezwali. Cały czerwiec mam zajęty. Jak się wchodzi do TVP, redagujący zaraz pytają, czy nie daj Boże nie będzie za dużo polityki. Coraz trudniej znaleźć w „publicznej” jakieś żarty z władzy. [GP]- Czy to jednak nie jest tylko pretekst, bo faktycznym powodem były sugestie zminimalizowania niemal do zera akcentów politycznych w programie „Kabaretonu”? [KD] – Takie sugestie są cały czas – mniej więcej od roku – przy różnych okazjach moich kontaktów z mediami publicznymi.

Nie ma co tego właściwie dalej komentować…

Dodaj komentarz