Proline? Nie, dzięki.

Jest kilka sklepów internetowych, które z biegiem czasu i kolejnych zakupów polubiłem — za poziom obsługi, szybkość realizacji zamówień, czy wreszcie za rozsądne ceny. Do niedawna w tym wąskim gronie mieścił się proline.pl, gdzie zaopatrywałem się w części do kompa. Właśnie, do niedawna. Ale ostanie dwa zdarzenia z rzędu każą mi się bardzo poważnie zastanowić, czy jeszcze kiedykolwiek skorzystam z ich usług. Ale po kolei.

Pierwszy zgrzyt miał miejsce przed Gwiazdką’07. Szukałem jakiegoś prezentu dla brata i ojca, i wpadłem na pomysł połączenia ich prezentów w jeden — monitor LCD 19″ (nie mogłem już patrzeć na ich wysłużonego CRTka). Wybór padł na jakiegoś Hyundaia, którego – jak właściwie każdą część do kompa do tej pory – postanowiłem kupić w Prolinie właśnie. Monitor zdawał się być całkiem w porządku, miał DVI, matrycę TN nowej generacji, format 16:10, do tego był w rozsądnej cenie. Jedyne czego można było się czepić, to brak kabla DVI-DVI w zestawie. Ale ten można przecież zamówić osobno, co też zrobiłem.

I tu zaczynają się schody — przez nieuwagę odświeżyłem stronę po dodaniu kabla do koszyka i jak nietrudno się domyślić, kabelek wylądował w nim dwa razy (pomijam milczeniem fakt, że renomowany sklep nie powinien pozwolić na takie przypadki przez odpowiednie zabezpieczenia po stronie programowej). No ale się stało. Kabel jednak był na tyle tani, że kompletnie to przeoczyłem, nawet podczas dokonywania przelewu. Dotarło to do mnie dopiero, kiedy otrzymałem maila z potwierdzeniem wpłaty.  Wprawdzie to tylko kilkadziesiąt złotych, ale pomyślałem sobie – po co ma mi leżeć w szufladzie bezużyteczny kabel? Napisałem zatem maila do pierwszej osoby, jaka mi podpasowała ze strony kontakt Proline’a, z prośbą o korektę zamówienia. Tutaj wypadałoby nadmienić, że można by chyba trochę ułatwić klientom skontaktowanie się z osobą odpowiedzialną za zamówienia w sklepie internetowym. Dlaczego mam się przebijać przez długaśną listę maili i nazwisk w poszukiwaniu kogoś, kto mi pomoże? Panowie z Proline’a, polecam rzut okiem na rozwiązanie choćby z Agito.pl.

No jakkolwiek – mail poleciał. Czekam. Czekam. Cisza. Ok, myślę sobie – może mail nie dotarł. Próbuję do kolejnego gościa z listy – to samo. Próbuję trzeciego – cisza. W międzyczasie dotarł do mnie kurier – oczywiście z dwoma kablami w pudle. No to tyle — dałem sobie spokój. To była pierwsza zajebiście długa krecha.

Druga sprawa wyniknęła nie dalej jak kilka dni temu. Mój brat składał sobie nowego kompa. Pokazał mi listę komponentów, jakie zamówił w lokalnym sklepiku. Przejrzałem ją, w większości wszystko wyglądało rozsądnie. Ale moją uwagę zwrócił twardziel 250GB Samsunga. Szybki rzut oka na stronę Proline’a pokazał, że można mieć Western Digitala 400GB (!) za marne 30zł więcej (również SATA, taki sam cache). Wspomniałem o tym bratu, on bez dłuższego zastanowienia zamówił HDka w Proline (płatność za pobraniem). Czekał chyba z 3 dni zanim w ogóle raczyli go zapakować (mimo, że stan na stronie wskazywał, że jest gotów do wysyłki od ręki). W końcu przekazali zamówienie kurierowi. Brat czekał kolejne trzy dni (wysyłka kurierem!!!), po czym zadzwonił do Proline — tam usłyszał, że paczka jest u przewoźnika. Zadzwonił zatem do ich firmy kurierskiej — tam z kolei dowiedział się, że takiej paczki nie ma :]. W momencie kiedy to piszę, sprawa wciąż jest w fazie rozstrzygania reklamacji…

Mówiąc szczerze – nie obchodzi mnie kto zawinił w tym drugim przypadku – wiem tylko, że Proline zaliczył w moich oczach dwie poważne wpadki w obsłudze klienta pod rząd. Serdecznie wątpię, żebym jeszcze kiedykolwiek coś u nich zamawiał. I odwrotnie jak do tej pory — odradzam to wszystkim.

Komentarze

  1. Wojtek

    Nie zazdroszę. Ogólnie to ciężko znaleźć dobry sklep internetowy — ja np. miałem „przeboje” ze wspomnianym przez Ciebie Agito.pl — zamówiłem u nich obiektyw Canon’a 50mm i Vistę… wszystko miało być „od ręki” a potem cała masa maili/telefonów i słuchania tłumaczeń, że akurat Visty nie mieli w sklepie, że szła do nich przez 3 dni z magazynu itd, itp… koniec końców dostałem to co chciałem — ale bynajmniej nie „od ręki”…

  2. Kamil

    Hmm, jak widać nie ma „pewniaków” wśród sklepów internetowych. Wniosek taki, że prędzej czy później i tak nas wydymają, nawet w naszym ulubionym sklepie… Nie napawa optymizmem.

Dodaj komentarz