Jak co roku – tygodnie przygotowań, hipermarketowy szał, stanie w garach, potem cierpienia za stołem (przecież trzeba potem to wszystko zjeść) – i już koniec :). W tym sezonie jakoś nawet nie udało mi się zrobić ani jednego typowego „rodzinnego” zdjęcia – zapomniałem zabrać spakowany już aparat
.
W ramach zadośćuczynienia, postanowiłem zatem zfocić świąteczne bibeloty zakupione/zrobione, a następnie poustawiane w różnych rejonach mieszkania przez moją małżonkę.
Najfajnieszy jest ten przezroczysty aniołek z trąbką… no i ta kolorystyka, duuuużo czerwieni – pięknie