Gmail vs. Thunderbird

Od kiedy w ogóle korzystam z poczty elektronicznej (a będzie to już ładnych parę lat) wypróbowałem chyba większość co popularniejszych programów klienckich — Outlook, Outlook Express, The Bat, Thunderbird — żeby na ostatnie kilka lat zatrzymać się na tym ostatnim. TB ma właściwie wszystko, co potrzeba — z jednym wyjątkiem, różniącym go od siostrzanego Firefoxa — aktywnego developmentu.

Thunderbird starzeje się właściwie w oczach. Wciąż ten sam zestaw funkcjonalności, prawdziwie użytecznych wtyczek jak na lekarstwo (znowu, w przeciwieństwie to Fx’a), wyszukiwanie wiadomości nie działało tam chyba nigdy i pewnie już nie będzie. Wprawdzie niby idzie wersja trzecia, ale idzie tak już od maja 2008, a wśród wypisywanych w kolejnych press releasach ficzersach próżno szukać czegoś rewolucyjnego. Że w końcu Addon-Manager zostanie doprowadzony do stanu w jakim Fx jest od nie wiem sam już kiedy? Że zakładki będą? Że w Address Booku będzie… pole na podanie daty urodzin 😆 ? Litości…

Patrząc na to wszystko i mimo wysiłku nie mogąc dostrzec jakiejś sensownej myśli przewodniej czy choćby pomysłu na przyszłość Thunderbirda u ekipy Mozilli – zdecydowałem się zaryzykować i po raz pierwszy powierzyć moją cenną korespondencję pocztową w ręce największego dziś chyba providera pocztowego — Google’a.

Skłamałbym twierdząc, że nie miałem żadnych obaw przed tym krokiem. Powodów nie brakowało – od wydajności interfejsu webowego przy dużej ilości i to niemałych maili po niewiedzę kto właściwie ma dostęp do zawartości mojej poczty (teorie spiskowe teoriami spiskowymi — ale nikt mi nie powie, że choćby żeby rozpoznać spam, wielkie G nie skanuje treści maili…). Ale potencjalne korzyści w końcu mnie przekonały — to chyba najaktywniej rozwijany i wciąż ulepszany klient pocztowy na planecie.

Używam Gmaila już ponad dwa tygodnie, mam zatem chyba perspektywę niezbędną do porównania go z TB. Przyszedł zam czas, żeby powiedzieć

co mi się podoba w Gmailu

No to jedziemy:

Zwolnienie lokalnych zasobów

Odstawiając klienta desktopowego zyskałem:

  • ponad połowę mojego drugiego monitora (dotychczas zajętą otwartym Thunderbirdem),
  • kilkadziesiat MB wciąż zajętej pamięci RAM,
  • 2 x circa 2 GB na dysku twardym (poczta + codzienny backup).

Tagowanie wiadomości

Używanie etykiet w Gmailu do oznaczania projektów, stanu wykonania zadania itp.
Używanie etykiet w Gmailu do oznaczania projektów, stanu wykonania zadania itp.

Tej części obawiałem się dość mocno. Byłem bardzo przyzwyczajony do drzewiastej struktury katalogów, jaką wypracowałem sobie po latach pracy w TB. A trzeba dodać, że służył mi jako swego rodzaju CRM — miałem folder z projektami nad którymi pracujemy, w nim osobne podfoldery dla klientów, w nich z kolei katalogi na dyskusje o każdym osobnym projekcie itd. Do tego używałem jeszcze etykiet dla oznaczania statusów poszczególnych maili: „Do zrobienia”, „Czekam na odpowiedź”, „W trakcie” itd. Nie wiedziałem na ile dobrze uda mi się przełożyć ten system na „płaską” strukturę tagów.

Okazało się, że poszło to nadzwyczaj dobrze – a przy okazji wyszła jedna zaleta tagowania, o której wcześniej nie pomyślałem – w przeciwieństwie do struktury drzewiastej folderów – dzięki tagom mogę przypisać daną dyskusję do więcej niż jednego projektu. Ponadto dzięki możliwości kolorowania tagów jedne projekty mogę sobie oznaczyć jako „aktywne”, inne jako tylko „utrzymywane”. Jeszcze inne kolory przewidziałem dla statusów wiadomości — zielona „Czekam na odpowiedź”, czerwona „Pilne”, niebieska „Do zrobienia” itd. Do tego tagi „statusowe” zaczynam od wykrzyknika, dzięki czemu mam je na samym początku w menu tagów – co przyspiesza oznaczanie stanów poszczególnych projektów.

Grupowanie maili w dyskusje

Grupowanie maili w całe dyskusje
Grupowanie maili w całe dyskusje

To druga cecha Gmaila, która budziła wcześniej moje ogromne wątpliwości. Thunderbird ma wprawdzie widok, który w założeniu ma chyba robić coś podobnego, ale spróbowałem z niego skorzystać tylko raz — jak zobaczyłem, jaki pieprznik się robi – dałem sobie spokój i od tamtej pory maile oglądałem w formie, w jakiej tradycjnie prezentowane były od początku bodaj istnienia poczty elektronicznej — wylistowane pojedynczo, po dacie nadania.

I tutaj znowu G zaskoczył mnie cokolwiek pozytywnie. Grupowanie działa nadspodziewanie dobrze (jednak przy założeniu, że moi korespondenci nie grzebią przy temacie maila podczas odpowiadania — co dzieje się jednak bardzo rzadko). Po wymianie kilkunastu wiadomości cała dyskusja zaczyna przypominać formą rozmowę z komunikatora internetowego – co jest dość wygodne kiedy chce się prześledzić przebieg wymiany zdań (a taka możliwość jest nie do przecenienia jeśli mówimy o wykorzystaniu poczty elektronicznej jako formy komunikacji przy pracy nad projektami).

Wydajność

Aplikacje webowe z reguły nie są za szybkie (przynajmniej w porównaniu do natywnego software’u desktopowego). Gmail jednak miło mnie zaskoczył. Ewidentnie widać, że programiści G znają się na optymalizacji javascriptu. Mój Firefox ma jednocześnie aktywnych 28 (!) rozszerzeń, a mimo to w niektórych przypadkach Gmail działa mi szybciej, niż Thunderbird w analogicznych sytuacjach (np. otwieranie zawartości dużego maila z kilkoma sporymi załącznikami). Podobnie ma się rzecz z innymi operacjami – nadawanie etykiet, przechodzenie między folderami, autozapis nowego maila – wszystko dzieje się nadspodziewanie szybko.

Google Labs + addony Firefoxa

Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie — nie ma właściwie tygodnia, żeby zespół G nie dorzucał jakiejś nowej funkcjonalności do Labs. Choć dlaczego niektóre z nich nie są częścią podstawowych możliwości (jak np. osadzanie w mailach obrazków) — ciężko stwierdzić.

Dodatkowe funkcjonalności Gmaila w Google Labs
Dodatkowe funkcjonalności Gmaila w Google Labs

Jednym z fajniejszych bajerów z Labs jest np. automatyczne rozpoznawanie odnośników do Picasa Web Albums osadzonych w mailu i automatyczne dodawanie odpowiednich miniaturek pod mailem:

Picasa Web Albums w Gmail
Picasa Web Albums w Gmail

Jeszcze szczęśliwsi mogą być użytkownicy Firefoxa korzystający z Gmaila — a to dzięki świetnemu dodatkowi Better Gmail 2, który dodaje kilka fajnych smaczków (jak np. ikony załączników zależne od rzeczywistego typu pliku czy pokazywanie na faviconie ilości nieprzeczytanych maili w skrzynce).

Better Gmail 2
Better Gmail 2

Zresztą ciekawych dodatków do Firefoxa poprawiających pracę w Gmailu jest więcej:

Ale żeby nie było, że wszystko jest tak różowe – teraz

co w Gmail mi się nie podoba

No cóż — coś musiało się znaleźć 😀 .

Załączniki

A właściwie operacje na nich. Jestem przyzwyczajony do tego, że przechodzi przeze mnie spora ilość korespondencji między różnymi osobami. Czasem wymaga to sklejenia w jednym mailu wyjściowym informacji z wielu mailu „wejściowych”. Z tym łączy się czasem konieczność przeciągania załączników między mailami.

W Thunderbirdzie nie było z tym problemu. Chyba że już po przeciągnięciu załącznika, a przed wysłaniem nowego maila — przeniosło się do innego folderu wiadomość, z której przeciągało się załącznik — wtedy TB w nieskończoność próbował wysłać wiadomość nie mogąc znaleźć źródłowego załącznika ^_^ . Ten bug jakoś pozostaje niezauważony przez ekipę Mozilli od bodaj początku istnienia Thunderbirda.

Załączniki w Gmail
Załączniki w Gmail

W Gmailu obsługa załączników jest tylko tak dobra, na ile pozwalają ograniczenia samej przeglądarki, HTMLa, protokołu HTTP i javascriptu. Generalnie nie jest źle – można uploadować po kilka załączników na raz (zapewne dzięki ukrytemu flashowi), są paski postępo podczas uploadu, a w przypadku forwardowania wiadomości z załącznikami – nie trzeba czekać na ich upload – jak w przypadku podobnej czynności z desktopowego klienta.

Nie ma natomiast mowy o żadnych operacjach na załącznikach między dwiema wiadomościami – jedyne co można zrobić, to właśnie forwardować danego maila razem z zawartymi w nimi plikami. Jeśli chce się dodać do niego załączniki z innego maila — trzeba je najpierw pobrać na dysk, i ponownie uploadować. Niby nic strasznego, ale jest to jednak uciążliwe. Cóż, może któregoś dnia pojawi się w Google Labs coś, co rozwiąże ten problem.

Generalnie

Myślę, że póki co, zostanę przy Gmailu. Oszczędzam dzięki temu więcej, aniżeli tracę. Drobne wady związane z załącznikami nie są dla mnie na tyle uciążliwe, żeby bardzo przeszkadzały w codziennej pracy. Trochę szkoda mi Thunderbirda, bo spędziłem z nim mnóstwo czasu — ale póki nie zobaczę, że Mozilla ma jakieś konkretne pomysły na jego rozwój – nie mam za bardzo na co się oglądać.

Komentarze

  1. Bartek

    Z mojej strony dodam do zalet dużo miejsca na pocztę (mam nadzieję że robią kopie zapasowe w miarę często). Do wad muszę dodać to że jest to ciągle wersja beta (jestem użytkownikiem GMail od połowy lutego 2005 i cały czas z nadzieją czekam na to że napis beta zniknie). A tak przy okazji to jedna z pierwszych moich dyskusji mail-owych w ramach GMail-a jest z Tobą – proponowałem Ci wówczas zaproszenie 😀 (Dla przypomnienia – swego czasu dostęp do GMail był tylko przez zaproszenia od osób już zarejestrowanych)

  2. Kamil

    Hej B 🙂 Przy moich problemach z padającymi dyskami jakby G nie zabezpieczał swoich serwerów (ale liczę że jednak to robią ;)) chyba i tak wyjdzie mi to na lepsze.

    A z tą betą to faktycznie przeginają – ciężko stwierdzić po co trzymają ten napis (może na wypadek reportowania jakichs bugów przez użytkowników — wtedy zawsze można się tłumaczyć, że to beta 😉 ).

    Z zaproszeniem — faktycznie, pierwsze dostałem chyba właśnie od Ciebie :D.

  3. :)

    wada gmaila – obsluguje jedno konto jednoczesnie 😉 w dodatku tylko w swoich domenach. Jezeli potrzebujesz obslugi kilkudziesieciu skrzynek, thunder bedzie nieoceniony

  4. Marcin

    A co z szyfrowaniem?
    Mając TB szyfrujesz maile przez gpg lokalnie i nie wychodzi w świat nieszyfrowana korespondencja.
    W przypadku gmaila nie ma masz możliwości szyfrowania. (jest niby webPG, ale nie robi tego dobrze)

Dodaj komentarz