W niedzielę nadszedł czas na spóźnioną inaugurację zimowych fotek outdoor. Wytrzymałem całe 15 min (proporcjonalnie do temperatury — było gdzieś z -15°C). Potem straciłem czucie w palcach… nie wiem jak te dzieci wytrzymują to zjeżdżanie na sankach bez piersiówek… Anyway – na fotce wejście do parku z osiedla Sobieskiego.
Jako że (o ile nie ociepli się trochę) nie zamierzam wystawiać czubka nosa z domu przez następne kilka dni — będę pewnie postował odgrzewańce z tego spaceru

Przez sekundę myślałem, że to odbicie lustrzane
Widać, że bardzo zimno – bo ludzi nie ma
Pamiętam jak byłem dzieckiem to całe ferie potrafiłem zjeżdżać z górki u siebie pod blokiem i najcieplej też nie było a człowiek (mimo iż bez piersiówki
) do domu to cały spocony wracał
Ja też nazjeżdżałem się z tych górek, napociłem, namokłem, namarzłem — i teraz nie wiem, jak mogłem być taki dziwny
. Cóż, starość pewnie wypacza niewinne dziecięce rozrywki
To były czasy na górce
Na szczęście jestem z pokolenia gdzie dzieciaki spędzały ferie na górce a nie tylko przed kompem
Hehe — w moim pokoleniu zdecydowana większość spędzała na górce – po prostu dlatego, że nikt nie miał kompa/konsoli
. Choć przyznam, że jak już dostałem C64, pokusa wychodzenia na mróz stała się dziwnie lżejsza