Dlaczego nie poszedłem (i długo nie pójdę) na wybory

Do całkiem niedawna byłem gorącym zwolennikiem chodzenia na wybory. Tak było, kiedy jeszcze wierzyłem w koncepcję tzw. „mniejszego zła”. Tym razem nie widzę, które zło jest mniejsze. Ostatnie 4 lata rządów PO skutecznie wyleczyło mnie z tych sentymentów.

Mam już ponad 30 lat i dojrzałem do wyciągnięcia pewnych cokolwiek niepokojących mnie wniosków nt. polskiej, za przeproszeniem, „demokracji”. Wniosków, które skutecznie przekonują mnie, że nie chcę mieć nic do czynienia z krajową formą rzeczonego ustroju.

Powody, dla których straciłem wiarę w tę formę rządów (w Polsce w każdym razie) mógłbym zasadniczo podzielić na dwie grupy: te po stronie demokracji jako takiej i te po stronie wyborców.

Po stronie samych wyborców rzecz mogę zamknąć jednym zdaniem: generalnie, większość moich rodaków to idioci niezdolni do czynności swoim poziomem skomplikowania przekraczających zakupy w tesco, co dopiero do podejmowania odpowiedzialnych decyzji stanowiących o politycznej i ekonomicznej przyszłości kraju i narodu w perspektywie dekad. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to albo mieszka poza Polską, albo nie ogląda TV / nie czyta gazet / nie słucha rozmów w sklepach, albo należy do rzeczonej większości. Innymi słowy, Polacy nie byli w 1989 i wciąż nie są gotowi na demokrację (podobnie jak ludy Bliskiego Wschodu). Tu zgadzam się w pełnej rozciągłości z Bismarckiem: ” Dajcie Polakom rządzić a sami się wykończą”.

Część powodów po stronie samego ustroju jest nieco bardziej złożona. Pierwsza sprawa to oczywiście, tfu, politycy. Od 1989 roku obowiązuje ten sam zestaw coraz bardziej pomarszczonych mord. Zmieniają się tylko nazwy partii i barwy partyjne poszczególnych posłów. I nie, dodawanie co 4 lata młodych panienek na plakaty wyborcze niczego w partiach nie zmienia, a na pewno nie ma nic wspólnego z tak potrzebnym polskiej polityce przewietrzeniem sceny.

Idąc dalej — to, co jest największą zaletą demokracji, jest jednocześnie jej największą wadą. Rządzi większość. Twórcy tego systemu optymistycznie założyli, że większość ludzi przez większość czasu ma rację. Może by to i działało, gdyby nie wspomniany wyżej punkt dot. wyborców. Gdyby większość nie była chciwa, egoistyczna i zawistna, a wszystko, czego oczekują od władz nie było rozdawaniem dalszych przywilejów, świadczeń, słowem — pieniędzy. Tak niestety nie jest. Tym samym demokracja w rodzimym wydaniu jest systemem, w którym wybory wygrywać mogą tylko populiści. „Nikt Wam nie da tyle, ile my możemy Wam obiecać”. Zapłacą za to oczywiście ci, którzy nie są w stanie zorganizować się na tyle, żeby robić blokady czy rzucać płytami chodnikowymi (czyli, w większości, mali i średni przedsiębiorcy). Ciężko o lepszy dowód na prawdziwość tej tezy, aniżeli obecny premier, który w ciągu 4 lat ze zdeklarowanego liberała stał się zapalonym socjalistą. Wie doskonale, że jak nie zacznie rozdawać, może zapomnieć o wygraniu wyborów. A drugi raz na straszenie PiSem ludzie mogą nie dać się nabrać już tak łatwo.

Tu dochodzę do mojego głównego problemu: brzydzę się socjalizmem. A polska demokracja = socjalizm, niezależnie od tego, kto wygrywa wybory. Będzie to samo rozdawnictwo, ten sam populizm. Ewentualnie opakowanie będzie nieco inne. To, czego nie będzie na pewno, to:

  • likwidacja haraczy: ZUS i NFZ (sam chciałbym się ubezpieczać gdzie mi się podoba),
  • likwidacja większości różnej maści zasiłków, świadczeń socjalnych, rent itp. bzdur skutecznie przekonywujących nierobów, że nie ma po co pracować, skoro można życ na cudzy koszt,
  • drastyczna redukcja zatrudnienia w administracji państwowej (w końcu gdzieś trzeba dać ciepłe posadki rodzinie i poplecznikom w wyborach),
  • redukcja długu publicznego (w ogromnej większości ukrywanego w ZUS),

Nie mam złudzeń. W tym społeczeństwie, przy tych politykach — takie postulaty nigdy nie przejdą. W zw. z tym póki co zwisa mi, kto rządzi. Najważniejsze dla mnie osobiście sprawy zostaną potraktowane (czyt. olane) tak samo przez wszystkich polityków. Dalej będę dojną krową współutrzymującą wszystkich tych, którym „się należy”.

Mam głębokie przekonanie, że ludzie, którzy, podobnie jak ja, niczego od państwa nie chcą poza tym, żeby się od nich odpierdoliło i pozwoliło żyć w spokoju — nie mają na kogo głosować. Dlatego też do odwołania głosować nie mam zamiaru.

PS. Dla porządku dodam, że gdyby w Polsce na kartach do głosowania (podobnie jak zdaje się jest na Ukrainie) widniała, oprócz listy kandydatów, pozycja „nie głosuję na żadnego z powyższych” — z radością bym się przeszedł i wybrał tą właśnie opcję. Mam jednak wrażenie, że nasi „politycy” nie chcą tak naprawdę się dowiedzieć, ilu ludzi ma ich wszystkich w dupie. Lepiej wrzucić ich do wspólnego wora z tymi, którym się nie chce i których polityka nie obchodzi.

Komentarze

  1. Lukas

    Na początku muszę powiedzieć jedno – PIĘKNA strona. Mam trochę problemów z nawigacją (przyzwyczaiłem się do menu pod ręką), ale strona piękna i aż miło się na niej przebywa.

    Co do wpisu. Twój wpis przypomina mi jedno – moje rozczarowanie całą polityką mające miejsce ok. 6 lat temu. Miałem dokładnie taki sam stan. Denerwowało mnie to, że ktoś mi obiecuje coś za moje pieniądze, coraz większa ingerencja Państwa w moją wolność, ta straszna biurokracja i ogromne trudności w prowadzeniu firmy. Nie wiem jakie masz poglądy, ale wnioskując po poście raczej prawicowe.
    I stało się jedno – natknąłem się na jakąś wypowiedź Janusza Korwina-Mikke, którego miałem za kompletnego oszołoma wtedy. No i się zaczęło (tzn. nie skończyło się na jednej wypowiedzi). I okazało się, że ta partia, która od tylu lat nie może wejść do sejmu, to jedyna partia, która chce zmienić nie rząd, a ustrój – i to na ustrój minimalny.

    Spróbuj z otwartym umysłem przeczytać ich ogólny program:
    http://nowaprawica.org.pl/home/item/nowa-prawica-program-polityczny

    Potem zerknij sobie na wypowiedzi:
    O podatkach
    http://www.youtube.com/watch?v=9ubwenQIx3k

    O ubezpieczeniach:
    http://www.youtube.com/watch?v=N4r2ba83MfE&list=PL0F281870788AED96

    O przekrętach rządu:
    http://www.youtube.com/watch?v=bImy_F4ljsY&list=PL0F281870788AED96

    O tych słynnych niepełnosprawnych:
    http://www.youtube.com/watch?v=lf5Ct1hYXSk&list=PL0F281870788AED96

    A tutaj mój ostatni artykuł w którym przechodzę od demokracji poprzez system „wolnej konkurencji rządów” do ustroju minimalnego:
    http://lukashp.pl/Polityka/Demokracja_a_ustroj_oparty_o_wolna_konkurencje_rzadow

    Serdecznie pozdrawiam,
    mając nadzieję, że dołączysz do coraz większego grona osób – nie „oburzonych” (co mówię nie bez znajomości kontekstu), ale tych wiedzących dokładnie o co walczą. I chyba warto.

    1. Kamil

      Dzięki, miło mi, że moja stronka może się podobać 🙂

      Co do JKM – znam, czytałem, słuchałem. W kilku (nawet w tych ważnych) kwestiach — zgadzam się z nim. Przede wszystkim w tych gospodarczych. Innych (kościół, stosunek do kobiet) nie jestem w stanie przełknąć. Ot – taki mój problem. Moich poglądów nie da się zaszufladkować. Co z tego, że gospodarczo jestem skrajnie „prawicowy” (choć brzydzę się tego słowa), skoro w kwestiach światopoglądowych (prawa mniejszości seksualnych, kwestie Państwo – Kościół itd) — jestem skrajnie „lewicowy” (tego słowa brzydzę się chyba jeszcze mocniej). Gdybym miał nazwać się jednym słowem — jestem po prostu liberałem. Nienawidzę, kiedy ktoś wpieprza się w moje życie — czy to okradając mnie z ciężko wypracowanych pieniędzy, żeby potem je rozdawać — czy to żeby mi mówić, do czego mam się modlić. Póki nikomu nie robię krzywdy — nikt nie powinien mieć prawa mówić mi, co mam robić ze swoim życiem i mieniem. Ot – takie małe, nieziszczalne (w tym, przynajmniej, kraju) marzenie…

      1. Lukas

        No ba! Nie tylko podoba, ale ja się nią wprost zachwycam!
        Proszę powiedzieć – sam robił Pan szatę?

        Co do poglądów – słowo liberał nabrało dziś dziwnego znaczenia (na lewo). Raczej chyba kieruje się Pan w stronę libertarianizmu („wolność mojej pięści kończy się na czubku czyjegoś nosa”). Co do Kościoła – nie wiem o co Panu chodzi z JKMem – bo przecież też postuluje rozdział Państwa i Kościoła.
        Kwestia mniejszości seksualnych – no niestety – faktycznie – publiczne parady i obściskiwanie się dwóch mężczyzn czy kobiet na ulicy nie przejdą u JKMa. U mnie szczerze mówiąc budzą odrazę – choć nie mam nic, ale to kompletnie nic do tego aby robili to po cichu, w domu. Osobiście, aby być konsekwentnym w poglądach próbuję to wyciągnąć z tego, że to w pewnym stopniu wpływa właśnie na moją wolność. To jest ta konserwatywność u JKMa właśnie. Ja mam takie swoje powiedzenie, że najlepszym dowodem na szkodliwość promocji homoseksualizmu jest fakt, iż gdyby wszyscy dali się przekonać, ludzkość nie przetrwała by nawet jednego pokolenia.
        Proszę powiedzieć, czy naprawdę nie przeszkadzały by Panu parady nagich facetów/bab w mieście, publiczne obściskiwanie się ich na ulicy i adopcja dzieci przez takie pary?
        O albo inaczej – będzie łatwiej odpowiedzieć na to pytanie – czy chciałby Pan aby Pana dziecko to oglądało? Bo to jest ta kwestia. JKM rozróżnia homosiów i gejów. Ci pierwsi nie obnoszą się z tym, żyli i żyją wśród nas od tysięcy lat. Ci drudzy chcą publicznie rozpruć kulturę od środka poprzez publiczne demonstracje, domaganie się przywilejów itp.
        Jeśli chodzi o zwykłe prawa spadkowe takich osób to proszę zauważyć co się dzieje – poglądy JKMa powinny Panu w tej kwestii odpowiadać, bo jest za tym, aby można było przekazać bez podatku cały swój majątek wybranej osobie.

        Dziękuję. Ciekawa się z Panem zawiązała dyskusja.

        1. Kamil

          Tak, projekt, HTML/CSS i cały theme WordPressa są całkiem mojej produkcji 🙂

          Odnośnie Kościoła — teraz trochę uważniej prześledziłem aktywność JKM w Necie w tej kwestii i faktycznie, przyznaję, że nie do końca wiem skąd mi pozostało to wrażenie (bo nie potrafię dokładnie przytoczyć jakiejś wypowiedzi). Chyba chodzi raczej o całokształt stosunku do religii, który jest niejako pochodną bycia konserwatystą („Cywilizacja NIE może istnieć bez religii” — http://goo.gl/qxP3z ). A mój stosunek do religii jest, delikatnie mówiąc, chłodny ( takie pomieszanie Dawkinsa, George’a Carlina i Jima Jeffriesa 😉 ). Choć w sumie może to lepsze, niż np. hipokryzja SLD (deklaracje piękne, co nie przeszkadzało potem robić „misiów” z hierarchami, jak zdobyli władzę).

          Co do liberalizmu / libertarianizmu. Semantycznie rzecz ujmując tak, według dzisiejszych klasyfikacji, zdecydowanie bliżej mi do tego drugiego. Zawsze uważałem, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka (chciałbym, żeby więcej ludzi tak to widziało…). Swoją drogą przykro patrzeć, jak nasi „politycy” zdołali zamienić słowo „liberał” w obelgę. Nawet populiści z PO dziś już się wstydzą o sobie tak mówić (nie żeby kiedykolwiek mieli cokolwiek wspólnego z liberalizmem, w moim przekonaniu).

          W kwestii mniejszości — doskonale rozumiem, że dla osób heteroseksualnych sam widok całującej się pary homoseksualnej (szczególnie jeśli to ta sama płeć, co obserwatora) może wywoływać dreszcz odrazy, co zapewne jest reakcją na jakimś podstawowym, biologicznym poziomie (zapewne dałoby się to uzasadnić instynktem zachowania gatunku właśnie). I każdy ma prawo do własnych prywatnych opinii na ten temat, wypowiadanych w prywatnym gronie. Ale politykowi wolno mniej, bo odpowiada przed CAŁYM społeczeństwem. Nie chodzi mi tu bynajmniej o to, że powinni być hipokrytami. Ale jest też coś takiego, jak poszanowanie godności drugiego człowieka czy zwyczajna grzeczność. A nazywanie kogoś „homosiem” nie jest w moim osobistym odczuciu przejawem szacunku dla drugiego człowieka (może to tylko ja, ale to słowo ma wyraźnie pejoratywne zabarwienie).

          I tak, przeszkadzają mi kolorowe parady z porozbieranymi facetami. Ale dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej przeszkadzałby mi karnawał w Rio czy jak przeszkadza mi oglądanie obmacujących się par (hetero). Nie ma tu nic do rzeczy orientacja seksualna uczestników – uważam po prostu, że powinienem móc być wolny od takich widoków w przestrzeni publicznej („wolność mojej pięści kończy się na czubku czyjegoś nosa”). Nawiasem, nigdy nie rozumiałem koncepcji „promocji homoseksualizmu”. Moim skromnym zdaniem z równą skutecznością można by promować niebieski kolor oczu.

          Natomiast zupełnie nie przeszkadza mi koncepcja adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Nawet jeśli mielibyśmy rozpatrywać potencjalne „zarażenie” dzieci homoseksualizmem — jak rozumiem, w obawie o przyszłość gatunku. Nie znam żadnych wiarygodnych badań, które rozstrzygnęłyby wreszcie, czy to kwestia genetyczna, czy behawioralna. Natomiast oglądając wiadomości często widzę tam dzieci, które z pewnością byłyby szczęśliwsze po adopcji przez taką parę, niż są w swojej własnej rodzinie.

          Wreszcie odnośnie „praw spadkowych” czy „związków partnerskich” czy jak to nazwać. Nie wydaje mi się, żeby tak naprawdę o to dokładnie chodziło osobom homoseksualnym. Wiem, że gdybym ja nią był, nie to byłoby tak naprawdę dla mnie problemem. Chodzi o to, jak państwo traktuje osoby, które urodziły się inne niż większość (nie mają przecież na to żadnego wpływu). Osoba hetero może w majestacie państwa „zarejestrować” (jakkolwiek to nazwiemy) swój związek z kochaną osobą, i tym jednym aktem ma załatwiony cały pakiet spraw, które logicznie z takiej decyzji wynikają — dowiadywanie się o stan zdrowia w szpitalu, sprawy własnościowe, spadkowe etc. Osoby homo są natomiast w tej sprawie traktowane jak niepołnoprawni obywatele. Muszą załatwiać to wszystko osobno, płacić za każdym razem za notariusza, pisać upoważnienia itd. Ja w takiej sytuacji czułbym się upokorzony. Nie tak państwo powinno traktować obywateli. Moim skromnym zdaniem.

  2. Lukas

    No to gratuluję tym bardziej strony! 🙂
    Czy cywilizacja nie może rzeczywiście istnieć bez religii… hm… tego nie wiemy, bo każda cywilizacja powstała na religii 🙂 Niech to będzie odpowiedzią 🙂
    Do Dawkinsa niestety nie żywię sympatii. Słuchałem wielu wystąpień tego Pana. Uważam go za płytko myślącego. Wiem… dla wielu jest guru – niestety jest tak zaślepiony tym swoim jadem, że ma klapki na oczach. Ja widziałem w życiu rzeczy, których Pan Dawkins by nie wyjaśnił, on woli je zignorować. I tutaj jest problem. Bo o ile zdrowy sceptycyzm jest OK, o tyle zaprzeczanie wszystkiemu jest po prostu płytkim myśleniem. Nigdy nikt nie udowodni czy Bóg jest czy go nie ma (i brzytwa Ockhama nie rozwiązuje tu problemu ze względu na nieoznaczoność nadmiarowości bytów). Jedynie to da się udowodnić – że nikt nigdy nie udowodni. Dlatego tutaj nie widzę większego pola do dyskusji (jest bezcelowa).
    Zgadzamy się w kwestii libertarianizmu.
    Natomiast co do praw „związków partnerskich” – JKM nawet nie chce aby małżeństwa były rejestrowane w systemie państwowym – no bo po co? Więc problem sam znika. Po prostu – tak jak teraz – podawało by się do swoich papierów osoby upoważnione (tak jak to ostatnio robiłem w swoim ośrodku z mocy nowej ustawy) i problem znika.
    Adopcja dzieci przez takie pary natomiast jest problemem poważnym – no bo dlaczego nie, prawda? Czemu my mamy decydować, czy dziecko będzie z dwoma tatusiami, czy samo w domu dziecka. Czy wyznacznik szczęścia takiego dziecka i odsetka samobójstw (który jest dużo większy niż w normalnych rodzinach) ma tutaj coś do powiedzenia? No nie. To statystyka – notabene grupy LGBT zawsze fałszują ją na swoją korzyść. /swoją drogą ciekawie na ten temat mówi ks. Dariusz Oko z mojej parafii)/
    Gdybyśmy mogli z całą pewnością powiedzieć, że dziecko w domu dziecka (będące własnością Państwa[?]) na pewno popełni w przyszłości samobójstwo z tego powodu to taki argument byłby słuszny, ale nie możemy tego z całą pewnością (a nawet nie z dużym prawdopodobieństwem) powiedzieć.
    Co zatem powinno decydować o przekazaniu dziecka z takiego domu pod opiekę? Na pewno dobro dziecka [czy będzie mu lepiej tu czy tam]. Czy coś jeszcze? Chyba nie. Więc kluczową kwestią jest jednak dobro dziecka i znów wracamy tym samym do pierwotnego problemu czy dziecko będzie w przyszłości szczęśliwsze po domu dziecka, czy po wychowaniu przez homoseksualistów. Tego się nie da jednak określić, bo nie znamy przyszłości (a ja jestem indywidualistą). Więc jedyne co mogę zrobić to krok w stronę mojego konserwatyzmu, który mówi, że dzieci od lat wychowywały się z tatą i mamą albo same (sieroty) – taki porządek natury i chyba (nie mając kluczowych argumentów na razie) pozostaje mi to uszanować.

    1. Kamil

      Jasne, każda cywilizacja tysiące lat temu musiała sobie jakoś wyjaśniać skąd się biorą błyskawice i dlaczego słońce wschodzi. Dzisiaj już jednak chyba ludzkość powinna zastanowić się na ile wciąż tego potrzeba. Nie mam oczywiście nic przeciw religii jako takiej czy osobom wierzącym – pod warunkiem, że (często rękami polityków) nie ingerują w moją wolność i nie narzucają mi swojego sposobu życia. To, niestety, w Polsce cały czas się dzieje. Rozdział państwa od Kościoła (czy episkopatu raczej) jest jedną wielką fikcją.

      Co do Dawkinsa – ja również nie żywię do niego sympatii (ani antypatii) – natomiast trafiają do mnie po prostu jego argumenty. W jego książce „The God Delusion” nie dostrzegłem żadnego jadu czy złośliwości. Dość przekonująco natomiast (wg mnie rzecz jasna) wyjaśnia, że o ile nie można udowodnić istnienia czy nieistnienia Boga, to wcale nie znaczy to, że oba warianty są równie prawdopodobne.

      Odnośnie małżeństw – o ile mi wiadomo, nie ma w Polsce obowiązującej ustawy, która pozwalałaby jednym „aktem” parom homoseksualnym ustawić kwestie spadkowe, opiekuńcze etc. Pary hetero to mają. Chodzi tylko o równość wobec prawa. Nikt nie musi nazywać przecież tego „małżeństwami”, skoro semantyka jest źródłem aż tak wielkiego sporu.

      W kwestii adopcji dzieci – moim zdaniem problem problem jest zdecydowanie zbyt świeży, żeby móc powoływać się na jakiekolwiek rzetelne badania (coś jak z ociepleniem klimatu). Jak długo mamy do czynienia z możliwością adopcji przez pary homo? W ilu krajach? Póki co lina będzie przeciągana przez obie strony i każda z nich będzie się powoływać na własne „badania”. A na razie większość krajów nie zezwoli na takie adopcje de facto z jednego powodu — bo to narusza „boży porządek” (i wracamy do problemu z pierwszego akapitu).

      PS. Jakkowiek w wielu kwestiach nie dojdziemy zapewne do porozumienia — dziękuję za tą dyskusję 🙂 Zawsze miło wymienić argumenty w kulturalny sposób – w przeciwieństwie niestety do większości toczących się w Necie dyskucji (na dowolny temat).

  3. Lukas

    Tysiące lat temu musieli wyjaśniać za jej pomocą błyskawice, dziś trzeba wyjaśniać początek wszechświata (według mnie to większy problem! 🙂 Tak naprawdę, wbrew temu czym zachłystują nas nagłówki prasowe, ciągle mało wiemy o świecie – nie wiemy np. czym jest świadomość, nie wiemy co się znajduje w wymiarach wyższych niż czwarty (a i co do czwartego są wątpliwości czy to aby na pewno czas!), nie wiemy jak powstało życie (mocny argument na Dawkinsa – nieredukowalna złożoność). Nie wiemy wielu rzeczy (polecam zajrzeć na świetny cykl „Bliżej prawdy” Roberta Lawrence Kuhna – dokument).
    Odnośnie małżeństw – nie mówimy o obecnym stanie Państwa, ale zaczęliśmy omawiać jak być powinno i co proponuje Mikke. A w systemie przez niego proponowanym nie byłoby żadnego z tych problemów.
    Zgoda – na razie – w sprawie adopcji – ja mogę powołać się na mój konserwatyzm, a Pan na swoją postępowość – tak więc w tej kwestii nic faktycznie nie można osiągnąć 🙂

    Ja również dziękuję za tę dyskusję. To prawda – brakuje takich ludzi jak Pan w Internecie. Być może dlatego, że jest Pan po prostu inteligentny – natomiast w sieci siedzi cały przekrój społeczeństwa (i niewiele trzeba aby podburzyć dyskusję). Wie Pan erystyka to bardzo ważna rzecz. Odróżnia tych co znają tę sztukę, od zwykłej paplaniny.

    Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz