Właściwie to należało tego oczekiwać. Pierwsze sygnały już były. Dzisiaj natomiast można już przeczytać o kolejnym błyskotliwym pomyśle następnego pajaca. W swojej zapalczywej próbie przypodobania się Podwójnemu Uśmiechowi Tatr, wpadł na pomysł ocenzurowania Google’a. Podobnoż pana posła razi fakt, iż po wpisaniu w Googla „chuj” bądź „kutas” można dostać wynik, jakiego – przyznajmy – można się przecież spodziewać. Więc jak najszybciej rozwiązać problem? Po chińsku! Kazać Googlowi filtrować wyniki
Wprawdzie Chinom chodziło o uniemożliwienie swoim obywatelom poczytania o prawach człowieka, u nas natomiast przedmiotem cenzury miałaby być anatomia – ale co tam. Robię to z przykrością, ale muszę uświadomić szanownemu panu posłowi-pomysłodawcy jeden fakt – Google uległ Chinom dlatego, że to dla nich zbyt atrakcyjny rynek. Polska natomiast, obawiam się, nie jest wisienką w ich torciku :]. Tym niemniej powodzenia życzę. A już tak całkiem nawiasem, i na poważnie: panowie posłowie PiS – nie zastanawiacie się, dlaczego takie żarty dotykają akurat tych, a nie innych posłów? Tytułem rady: autorytet nie może być nadany z urzędu. Na to trzeba ciężko zapracować.
Tag Archives: IV RP
Więcej kościołów!

Projekt Świątyni Opatrzności Bożej
W Polsce wszystko buduje się teraz hiper. Nie ma już sklepów – są hipermarkety. Wszystko wskazuje na to, że teraz zamiast kolejnego zwykłego kościoła – Polacy dostaną hiperkościół, zwany Świątynią Opatrzności Bożej (brawo za nazwę). W zw. z tym, że budowa takiego behemota do tanich nie należy, a do tego w Polsce przecież sami katolicy – no to logiczne zdaje się sfinansowanie niemałej części kosztów budowy z budżetu państwa :]. A że z naszych przyszłych emerytur – co tam. Przecież na starość i tak wszyscy dewocieją i daliby pieniądze na kościół i tak – a w ten sposób nasi kochani posłowie okazali jedynie swoją umiejętność przewidywania. Toteż z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować za jakże słuszne wykorzystanie moich (między innymi) pieniędzy. Skoro mamy już wszystkie autostrady, bezrobocia nie ma, dzieci nie chodzą głodne do szkół – cóż lepszego można by z nimi zrobić? Źródło: Gazeta.pl.
Raz, dwa, trzy, dziś agentem jesteś ty!
Jakiś czas temu Wielgus, kilka dni temu Borowski, teraz Wołoszański… Dobra passa trwa. Zastanawiam się tylko jak długo jeszcze będzie grany ten repertuar, zanim publika ostatecznie się znudzi i wszyscy zmienią lokal (czyt. wyjadą stąd). Kurwa, no ileż można? KOGO tak naprawdę to jeszcze obchodzi? Oczywiście poza politykami, którzy w obliczu kompletnego braku merytorycznych kompetencji zbijają swoje mini-kapitaliki polityczne na tym, na czym zbić je u nas, niestety, najłatwiej – na oczernianiu, zawiści, podjudzaniu, szukaniu wroga. Jasne, tak łatwiej się wykazać, niż np. budową 3 mln mieszkań, kilkuset kilometrów autostrad czy zapewnieniu młodym ludziom alternatywy dla emigracji zarobkowej. Bo do tego trzeba już coś umieć, coś wiedzieć, mieć plan, strategię, kompetentnych współpracowników. A tak? Zawsze można co poniedziałek powiedzieć, że mamy nowego agenta na świeczniku. I Ciemny Lud znowu ma zajęcie. Znowu jest o czym gadać. Póki co obleci… Mam, podobnie zapewne jak wszyscy z pokolenia mojego i młodszych, głęboką nadzieję, że któregoś dnia znajdzie się prawdziwy patriota, który podpali te cholerne IPN-owskie archiwa. I wreszcie będzie spokój. Koniec agentów, koniec esbecji, koniec tematów zastępczych. Wtedy, ku przerażeniu naszych rodzimych populistów, trzeba będzie zająć się gospodarką, infrastrukturą, edukacją – krótko mówiąc – w końcu Polską.
IV RP = odnowa moralna
Nie wiem, właściwie powinienem już się do tego przyzwyczaić – cała ta, skądinąd słuszna, koncepcja "odnowy moralnej" zdążyła się już skompromitować w rękach PiS w każdym możliwym wymiarze – współpraca z andym i romkiem (małe litery celowo), seks-afery, "taśmy prawdy", kamasze, bure suki i wiele, wiele innych. Tym niemniej czytając w Gazecie takie rzeczy – wciąż szeroko otwieram oczy ze zdziwienia. Ile jeszcze będziemy musieli znosić to?!
Skrzypek musi przyjść
To jest fragment wypowiedzi teraz już (pożal się Boże) prezesa NBP przed Komisją Finansów Publicznych. To oto indywiduum zastąpi na stanowisku strażnika polskiego systemu bankowego i finansów publicznych profesora Leszka Balcerowicza. Nie wiem nawet, czy jest sens to komentować. Nie wiem jak. To jedna z tych sytuacji, które komentują się same. Nowy wymiar nepotyzmu i TKM. Jak to pisiory mówiły? "Dajmy mu czas". "Po owocach go poznacie". Uciekając się do modnej przy okazji tego przypadku analogii medycznej — życzę im wszystkim, ażeby któregoś dnia wpadli pod nóż chirurga, który również fachu uczyć się będzie już po zatrudnieniu. I żeby była to jego pierwsza operacja. Amen.
Balcerowicz musi odejść
No i wreszcie lepper (pisownia małą literą celowa) dopiął swego. A właściwie nie tyle on dopiął, ile nieubłagany upływ czasu zrobił mu przysługę – kadencja Balcerowicza się skończyła. Tym samym odchodzi ze stanowiska jeden z najbardziej fachowych i – jak to się teraz modnie mawia – "merytorycznych" ludzi na swoim urzędzie.
Balcerowicza można nie lubić. I nie lubi się go – głównie wśród "ludu", który był i jest zbyt ciemny (© by kurski) by zrozumieć, że populizm i demagogia nie uzdrawia finansów, nie umacnia pieniądza, nie sprzyja rozwojowi gospodarczemu w długim okresie. Tym niemniej Leszkowi Balcerowiczowi nie można odmówić właśnie tego – że podejmował decyzje tyleż słuszne makroekonomicznie, ile bardzo trudne i bardzo niepopularne. Robił coś, co w epoce pisizmu jest nie do pomyślenia – działał dla dobra Polski bez oglądania się na sondaże i własną popularność. I za to mu chwała. Nie doczeka się z pewnością pomników, póki do wyborów w Polsce chodzi głównie elektorat z moherem zamiast mózgu. Ale wierzę głęboko, że historia oceni jego działalność sprawiedliwie. Ja ze swojej strony mogę tylko powiedzieć: "Dziękuję, Panie Profesorze".