Zgodnie z rokroczną tradycją, i tego maja nie mogliśmy sobie darować
Tym razem udało nam się zarówno ominąć Dni Niemczy (całe szczęście), jak również trafić na kwitnienie wszystkich chyba tamtejszych rododendronów (znowu na szczęście). Na nieszczęście, wybraliśmy się dość późno (po 10:00) w zw. z czym przebijać trzeba się było przez nieprzebrane połacie drącego gęby i rozdeptującego wszystkie napotkane trawniki (w imię kolejnej fotki na tle kwiatków) motłochu. Szkoda gadać…
Dobrze, że chociaż flora nie zawiodła
Czytaj dalej





