Kiedy już zaczyna mi się wydawać, że widziałem i słyszałem każdą głupotę, jaka może się zdarzyć w Polsce, zawsze trafiam na kolejny rodzynek. Tym razem rekordzistą jest proboszcz mazowieckiej wsi Kroczewo. Ów miły pan zażyczył sobie, żeby nauczyciele z tamtejszej szkoły zbudowali mu ołtarz na Boże Ciało (to znaczy nie tak całkiem jemu [chyba]). Co lepsze, kierownictwo szkoły nie widzi w tym nic złego. Wicedyrektorka mówi o całej sytuacji z rozbrajającą szczerością:
Nie widzę w tym nic złego. To taka nasza lokalna tradycja. Poza tym ksiądz proboszcz z ambony wyznaczył nas [sic!] do przygotowania ołtarza. Nie mogliśmy odmówić
Proste? A co na to sam Wielki Inkwizytor?
Jestem proboszczem, więc zażyczyłem sobie, by jeden ołtarz przygotowali nauczyciele. Przecież mieszkają tu chrześcijanie. I nie pozwolę, by mniejszość, która żyje bez Boga, mówiła mi, co mam robić. Ustalę, która z nauczycielek doniosła na mnie. Na pewno ją ukarzę. To ja mam tu władzę duchową nad wsią. To będzie coś w rodzaju ekskomuniki.
Nie umiem tego skomentować bez bluzgów. Ręce opadają. 21. wiek, środek Europy… Źródło: Gazeta.pl

Polska (wraz z Ukrainą, dla ścisłości) dosłownie minuty temu została ogłoszona organizatorem Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku. No i fajnie. Nie jestem i nigdy nie byłem kibicem czy sportowcem (nawet tym kanapowym). Więc w kontekście sportowym fakt ten mnie ani ziębi, ani grzeje. To, co mnie szczególnie ciekawi, to implikacje polityczno-administracyjne tego faktu. A mianowicie – wszystkie media krzyczały o niewątpliwych korzyściach dla całego kraju z organizacji takiej imprezy (krzyczały tym głośniej i tym częściej, im bliżej było momentu podjęcia decyzji przez UEFA). Oto podobno nagle będziemy mieli Eldorado bis (pierwsze zaczęło się jakoby po wstąpieniu do UE) – nowe drogi, hotele, stadiony i cholera wie, co tam jeszcze. W porzo – jestem za. Ale mam dwa pytania: