
Wczoraj miałem drugą sesję lepienia pierogów. Własnoręcznie skleiłem 120 małych skurczybyków (co w sumie w tym miesiącu daje dobrze ponad 200). Teraz jeszcze uszka – i jak dla mnie można zaczynać święta

Półfabrykaty + produkty gotowe

Kolejny słoneczny dzień na kredyt
. Koniec listopada, a pogoda wciąż łaskawa!
Pierwotnie tytuł tego posta miał brzmieć „Photomatix vs. Enfuse”, ale w trakcie przygotowywania sobie materiałów zobaczyłem, że sprawy nie do końca mają się tak, jak sądziłem.
Ale od początku – w czasie obrabiania fotek z niedawnego spaceru (a konkretniej w czasie robienia HDRa z 3 ujęć w Photomatiksie) zauważyłem ciekawą rzecz. Załadowałem bezpośrednio 3 RAWy (.CR2 – z mojego 50d) do Photomatixa i kliknąłem dwa kolejne buttony prowadzące prosto do tonemappingu. Moim oczom ukazał się ten oto powalający rezultat:

Photomatix - HDR z RAWów
Czytaj dalej →

Poniedziałek okazał się kolejnym słonecznym dniem „na kredyt” tej jesieni (zwykle o tej porze roku raczej nie ma co już na to liczyć). Na szczęście udało się go fajnie spożytkować na fotospacerze z Wojtkiem i Magdą po okolicach Laskowic.



Obiecane wczoraj panoramki. Polecam ogladać w pełnym rozmiarze (klikać na lupkę w prawym górnym rogu
). UPDATE: druga była za duża dla lightboxa, dlatego też musiałem przełączyć w „normalny” tryb — zatem od razu po kliknięciu będzie pełna wersja.



Pogoda zdecydowanie dopisała w tym roku. Było wprawdzie zimno, ale słońce świeciło pięknie. Udało nam się na szczęście znaleźć kilka chwil na krótki spacer po parku




Zbliżając się do końca niedzielno-zoologicznego cyklu — dziś prezentują moje „ulubione zwierzę”


Następna mini-paczka z niedzielnej wizyty w ZOO. Bohaterem dzisiejszego posta jest Słoń


Kolejna porcja fotek z niedzielnego spacerku po wrocławskim ZOO — tym razem hipopotamy.



Na całe szczęście, od czasu do czasu, prognozy pogody jednak się spełniają. W niedzielę na Dolnym Śląsku mieliśmy cudowne, słoneczne 15 stopni Celsjusza – zatem idealną pogodę na małą wycieczkę. Dałem się na szczęście na takową namówić mojej Asi i odwiedziliśmy wrocławskie ZOO. Pojechaliśmy dość wcześnie, w zw. z czym było bardzo przyjemnie (mało ludzi!).
Nie byłem tam dość dawno (chyba ponad rok) i muszę powiedzieć, że wiele się zmieniło (na szczęście — na lepsze). Szczególnie spodobało nam się nowe „fokarium” (o ile tak można nazwać jeden basen). Wreszcie można oglądać te śmieszne zwierzątka zarówno z góry, jak i spod wody! A jako że przy okazji udało nam się trafić na porę karmienia (zwierzaki musiały zasłużyć na swoje rybki aportowaniem różnych rzeczy, tudzież innymi wygłupami) — było naprawdę na co popatrzeć. Poniżej – jak zwykle – kilka dodatkowych fotek











